Umierające miasta
Kilka lat temu, w Kielcach, radni wpadli na genialny pomysł. Postanowiono zamknąć dla ruchu kołowego centrum miasta. Zamknięto ulice Małą, Dużą, Sienkiewicza, Leśną, przejazd przez Paderewskiego oraz Czarnowską. W efekcie mieszkańcy uzyskali spokój. Ale wraz ze spokojem pojawił się kompletny upadek. Dziś centralne ulice Kielc umarły. Nie ma tam nie tylko pojazdów, którym wjazdu zabroniły lokalne władze, ale także jakiegokolwiek życia. Dawniej, tętniąca handlem ulica Sienkiewicza zamieniła się w ulicę zombie. Pusto, bez ludzi, bez handlu, bez żadnych lokali. Zostały pojedyncze placówki bankowe i jakieś tymczasowe punkty z kebabem, które tak szybko jak się otwierają tak i znikają. Życie w centrum umarło. Zresztą symptomy upadku było widać już w rok po całkowicie bezpodstawnym zamknięciu ulic dla pojazdów. Przedsiębiorcy, którzy od lat prowadzili interesy w centrum, zaczęli narzekać na drastyczne spadki w przychodach. Co z tego, że oni, jako właściciele lokali, mogli dowieźć towar do swoi...