Darmowe mieszkania socjalne z długami
Rośnie zadłużenie mieszkańców, którzy dostali od gminy mieszkania komunalne w Nysie na ul. Grodkowskiej. Mieszkania oddano do użytku w czerwcu 2021 roku. Mimo bezpłatnych mieszkań i niskich kosztów lokatorzy nie płacą za czynsze. W październiku sumaryczne zadłużenie wynosiło 59 587,64 zł. W grudniu już 64 248,89 zł.
Mieszkania komunalne przy ul. Grodkowskiej w Nysie oddano do użytku w połowie 2021. Władze miasta przekonywały, że to dobra inwestycja, bo dzięki niej mieszkańcy nie będą musieli brać kredytów aby mieć mieszkanie. W teorii wszystko było dobrze, ale praktyka okazała się bardzo brutalna. Mieszkania przydzielono wg klucza stworzonego przez gminę, co spowodowało, że na mieszkania nie mieli szans ludzie pracujący, którzy jeszcze nie mają dzieci, albo dopiero się o nie starają.
Lista lokatorów, którzy otrzymali mieszkania została utajniona, gmina nigdzie nie ujawniła komu konkretnie przydzielono mieszkania. Jak jednak czas pokazał algorytm tak "przydzielił" mieszkania, że trafiły one do ludzi, którzy płacić, za ich utrzymanie, nie zamierzają. Nic dziwnego, skoro algorytm przyznający punkty chętnym na mieszkania promował bezrobotne matki z dziećmi (nieoficjalnie wiem, że sporo matek załatwiało sobie jakiekolwiek kwity, które miały potwierdzać, że ich dzieci mają jakieś dysfunkcje - to zwiększało szanse na mieszkanie). Czyli kombinatorstwo było po prostu premiowane. Jak to w socjalizmie.
Jak widać rozdawanie mieszkań "za darmo", stosowanie dziwnych haseł typu "mieszkanie prawem, nie towarem", zawsze kończy się tak samo: zachowaniami patologicznymi. Dług będzie stale rósł, ci ludzie tego nie zapłacą, oni uważają, że im się wszystko "za darmo" należy, że państwo "ma dać".
Tymczasem socjalistyczne władze Nysy chcą wybudować kolejne mieszkania socjalne, tym razem w centrum Nysy. I to mimo, że liczba mieszkańców w gminie drastycznie spada, a projekt mieszkań socjalnych na Grodkowskiej okazał się kompletnym nieporozumieniem.
Zdecydowanie lepszym pomysłem, niestety porzuconym przez władze, było sprzedawanie działek gminnych pod budownictwo domków jednorodzinnych. Działki miały niskie ceny, dzięki czemu przeciętny Nysanin mógł sobie pozwolić na ich zakup. System uniemożliwiał wykup działek przez deweloperów. Za działkę trzeba było zapłacić z góry (choć mieszkańcy mieli bonifikatę i nie musieli się zadłużać w bankach), więc nie trafiały one w ręce roszczeniowych nierobów, lecz w ręce ludzi zaradnych, którzy rozpoczynali budowy domów. Zasada była prosta: działka dla mieszkańców za niewielkie kwoty, a dom każdy musiał postawić sobie sam, za własne pieniądze. Gmina tylko zyskiwała. Pozbywała się terenów, które leżały odłogiem, z których nie było żadnego zysku, pozyskiwała nowe źródła dochodu (podatek od gruntu, od nieruchomości) i co najważniejsze: ludzie, którzy budowali domy na tych działkach trwale wiązali się z gminą Nysa. Jak już postawisz dom to się z takim miejscem wiążesz na stałe - to oczywiste.
Tymczasem rozdawnictwo w postaci mieszkań socjalnych nic dobrego nie przynosi. Lokatorzy nie płacą za mieszkania, gmina ma straty, ludzie i tak migrują, mimo, że tzw. polityka "antymigracyjna" pochłania gigantyczne koszty... Jednym słowem: niewypał. I właśnie dlatego, że jest tak źle nasza władza postanowiła ten projekt kontynuować. Przecież to logiczne, prawda?
Komentarze
Prześlij komentarz