Fabryczna epopeja, czyli jak Kordian przemysł na FSD budował

Gdy na początku swojej błyskotliwej kariery na stołku burmistrza, Kordian Kolbiarz dokonywał zakupu terenu po FSD od ukraińskiego AwtoZAZ, przekonywał, że FSD to jedyny teren w gminie Nysa, na którym istnieje gotowa infrastruktura do rozpoczęcia produkcji przemysłowej. Twierdził, że warto kupić ten teren aby go ożywić i skończyć z tym "gettem" w bezpośrednim sąsiedztwie centrum miasta.

Założenie było jak najbardziej słuszne. Miasto powinno przejąć ten teren po korzystniej cenie, zlikwidować ogrodzenie i ożywić tę część Zawodzia, która przecież graniczy bezpośrednio ze Śródmieściem. Oczywiste jest, że połowa Zawodzia stała przez lata ogrodzona i rzeczywiście przypominała "getto", które psuje całkowicie układ miejski. O ile w XIX czy XX wieku fabryka w centrum miasta miała uzasadnienie (mieszkańcy mogli szybko i bezproblemowo dostać się do pracy) o tyle w XXI wieku taki zamysł był już archaiczny i kompletnie nie wpisywał się w nowoczesne koncepcje socjologii miasta opartej na otwartości dla mieszkańców. Stało się jasne, że teren po FSD należy otworzyć, ożywić go, sprawić by ta część dzielnicy zaczęła funkcjonować i przynosić gminie zyski w postaci podatków. Dlatego pomysł aby odkupić od AwtoZAZ FSD był jak najbardziej godny pochwały. To przecież gigantyczna działka w centrum miasta, która leżała ogrodzona odłogiem i była tylko cieniem dawnej potęgi FSD. Ogromny potencjał, przez lata marnowany teraz miał zostać wykorzystany.

Negocjacje cenowe i przegląd terenu

Burmistrz Nysy osobiście udał się do AwtoZAZ na negocjacje. Z informacji prasowych wynika, że towarzyszył mu jeszcze skarbnik miasta. Niestety nie wiemy jak ów negocjacje przebiegały, bo prasa wspominała, że z tych negocjacji nie ma żadnych protokołów. Warto jednak zastanowić się czy kwota 22 milionów za zdegenerowany, zapuszczony, pełen nie nadających się do niczego nieruchomości był aż tyle warty? W mojej opinii nie. A wiem o czym mówię, bo kilkanaście miesięcy przed pomysłem aby gmina przejęła FSD inna spółka z branży automotive była zainteresowana zakupieniem tego miejsca. Tak się składa, że niedoszły inwestor sondował, za pośrednictwem swoich wysłanników, jakie szanse na produkcję przemysłową ma teren po FSD. Wśród wysłanników był mój kolega z czasów studenckich, który pracuje w warszawskiej filii znanej korporacji doradczej. Kolega pamiętał, że byłem z Nysy, więc zadzwonił do mnie i zaczął wypytywać o ten teren. Ostatecznie spotkaliśmy się w jednej z nyskich restauracji i tam omówiliśmy szczegóły ewentualnego zakupu FSD. Jako, że kolega miał wstęp na teren pilnowanego wówczas zakładu, zaprosił mnie na wycieczkę po jeszcze istniejących zabudowaniach fabryki. Już wówczas okazało się, że z zakupu nic nie będzie. Z tego co pamiętam inwestor nie był zadowolony, że do zakładu nie prowadzi żadna linia kolejowa, a ewentualny załadunek kolejowy wymagałby przejazdu ciężarówek przez most Bema, który już wówczas był w złym stanie technicznym. Zatem korporacja analizowała wszystko w najdrobniejszych szczegółach i nawet taka sprawa jak przeprawa przez rzekę, w stronę linii kolejowej, była brana pod uwagę.

Kolejnym problemem było sąsiedztwo. Okazuje się, że dla tej konkretnej firmy, która miała w Nysie produkować części samochodowe nie do przyjęcia jest produkcja w sąsiedztwie dużych osiedli mieszkaniowych. Już na wstępnym etapie przedstawiciel firmy doradczej (mój kolega) zauważył, że przemysłowa produkcja w takim sąsiedztwie prędzej czy później skończy się niepotrzebnymi zatargami z okolicznymi mieszkańcami. A tej firmie takie spory nie były potrzebne. Ostatecznym argumentem był jednak przegląd hal produkcyjnych. W czasie "przeglądu terenu" widzieliśmy nieruchomości w bardzo złym stanie technicznym. Pamiętam, że w hali, która przed wojną była przecież stajnią dla koni, woda z dachu lała się bezpośrednio na posadzkę, zaś na jej dachu rosło mnóstwo małych brzóz. Hala ta już nie istnieje, a znajdowała się od strony ul. Słowiańskiej. Już wówczas (a było to jeszcze przed objęciem władzy przez K. Kolbiarza) hala nadawała się do rozebrania. Do dużej hali, która stała obok tej, którą opisałem wyżej, nas nie wpuszczono, bo jakaś firma coś tam produkowała na niewielką skalę. Niestety stan tej hali z zewnątrz też nie napawał optymizmem. Później okazało się, że to właśnie w tej hali działała firma ze Śląska, która robiła jakieś półfabrykaty, a która upadła po tym jak maszyny do produkcji zostały zalane przez wodę, która dostała się do wnętrza przez dziurawy dach. Firma ta zostawiła po sobie jakieś długi i odeszła z Nysy w niesławie. A to już działo się po zakupie FSD przez K. Kolbiarza.

Firma doradcza, która sondowała teren w Nysie wydała negatywną opinię i produkcja trafiła poza Nysę. Informację o tym podawała Interia, która nawet opisała, że teren był dokładnie sprawdzany i lokalizację odrzucono.

Czy teren był warty wówczas 22 miliony złotych? Zdecydowanie nie. Hale produkcyjne nie nadawały się do użytku, a ich powierzchnia była tak duża, że trzeba było przecież płacić krocie za podatek od nieruchomości. To gigantyczny koszt, bez możliwości uzyskiwania przychodów z jakiejkolwiek działalności. Dlaczego zatem hal nie wyburzano? To już pytanie do AwtoZAZ. Faktem jest, że w niektórych halach były prowadzone drobne działalności gospodarcze. Trudno jednak mówić tutaj o wielkim przemyśle. Skala zupełnie inna. Tak czy inaczej, przed rozmowami z AwtoZAZ władze gminy powinny zrobić to samo co przedstawiciele warszawskiej filii firmy D. Zbadać dokładnie każdy kamyk leżący na terenie po FSD. 

Tego najprawdopodobniej nie zrobiono, bo burmistrz przed, w czasie i po negocjacjach stale przekonywał, że teren jest gotowy pod produkcję przemysłową. W zasadzie działał na własną szkodę formułując twierdzenia, które tylko podbijały cenę zamiast ją zaniżać. AwtoZAZ nie musiał nikogo przekonywać i zakrzywiać rzeczywistości, że jest to dobry teren pod przemysł, bo sam burmistrz Nysy, pełen hurraoptymizmu, reklamował działkę jako potencjalną żyłę złota. Kuriozalne zachowanie władz Nysy doprowadziło do tego, że AwtoZAZ działkę sprzedał za 22 miliony złotych, choć kilkanaście miesięcy wcześniej przedstawiciele amerykańskiego producenta nie chcieli wyłożyć za FSD nawet 17 milionów! A przecież w tym czasie teren jeszcze bardziej się zdegradował. Z powodu fatalnego stanu zaczęły walić się zabudowania po fabryce. Od strony Słowiańskiej zawaliło się stare kino Lotnik. Szczęście sprawiło, że budynek zawalił się w taki sposób, że nikt nie ucierpiał.

Dlaczego władze miasta nie zbijały ceny argumentacją o konieczności wyburzenia większości hal, które nie nadają się do produkcji? O to należy pytać burmistrza. AwtoZAZ wiedział dobrze, że większość hal musi zostać rozebrana, a to jest koszt, który poniesie nowy właściciel. Dlatego przed negocjacjami dot. ceny za FSD należało wycenić koszty rozbiórki, odgruzowania i doprowadzenia terenu do porządku. Zdaniem dziennikarzy z Nysy koszt ucywilizowania FSD to ponad 5 milionów złotych. 22 miliony, które zapłacono minus 5 na porządek daje 17 milionów złotych. Czyli mniej więcej tyle za ile miała zostać kupiona fabryka przez amerykanów!

Można zatem założyć, że realna wartość fabryki w tamtym okresie, z nieruchomościami, które należało wyburzyć to około 17 milionów złotych.

Przemysł, Łabędy, elektryczna Nyska, gminny CPN, a Radzikowice to hambug

Po zakupie FSD w urzędzie panował hurraoptymizm. Na stronie gminy zaczęły pojawiać się świetliste wizje rozwoju przemysłu, wielkich inwestycji i oczywiście końca bezrobocia. Burmistrz nawet ogłosił, że przemysł w końcu wraca do Nysy. Oczywiście nie wrócił. Szybko okazało się, że po zakupie FSD nie ma chętnych na to aby robić tam cokolwiek innego niż spawać ogrodzenia czy rozbierać używane samochody. Czar prysł jak mydlana bańka. 

Zaczęło się nerwowe poszukiwanie kogokolwiek, kto cokolwiek zrobiłby na FSD. Czas leciał, opozycja w radzie miejskiej zaczynała zadawać niewygodne pytania, a inwestora z walizką pieniędzmi nadal nie było. Paradoksalnie po zakupie FSD przez Kolbiarza teren ten stawał się jeszcze większym gettem z jeszcze większą ilością walących się nieruchomości niż to było za AwtoZAZ. Stało się tak bo burmistrz nie miał pieniędzy na szybką rewitalizację terenu. Mało tego. Zabrakło też kasy na ochronę FSD, więc teren stał przez kilkanaście miesięcy bez nadzoru. AwtoZAZ zatrudniał firmę ochroniarską, która nikogo do zakładu nie wpuszczała, a gmina zostawiła wszystko na pastwę losu. Do dziś nie ustalono czy po zakupie FSD doszło do zinwentaryzowania terenu. Nie wiadomo też czy czasem złodzieje nie zaczęli rozkradania resztek po FSD. A mogło tak się stać biorąc pod uwagę, że na znanym portalu aukcyjnym nagle zaczęły pojawiać się oferty zakupu oryginalnych siedzeń do Nysek. Zatem po spektakularnym zakupie równie spektakularnie teren zaczynał zarastać chaszczami, hale zaczęły się rozpadać, a na domiar złego teren został bez oświetlenia i nadzoru.

Tymczasem burmistrz robił dobrą minę do złej gry. Co jakiś czas, chcąc uciąć grymasy zniecierpliwionych mieszkańców i opozycji w radzie miasta, burmistrz wymyślał nowe koncepcje zagospodarowania FSD. Pierwsza - jedna z najbardziej kuriozalnych - to wybudowanie na terenie FSD gminnej stacji benzynowej. Tematem miał się zając sam Marek Rymarz - zastępca Kolbiarza, a inwestycję miano powierzyć Miejskiemu Zakładowi Komunikacji, który akurat miał doświadczenie w prowadzeniu stacji, bo sam takową na zajezdni posiada. Rzecz w tym, że MZK prócz doświadczenia nie miał nic więcej. MZK to spółka, w której się nie przelewa. Spółka nie miała pieniędzy na wybudowanie stacji, której koszt w tamtym okresie oscylował w granicach 3-4 milionów złotych. Nawet gdyby gmina aportem przekazała działkę do MZK to i tak spółka nie miałaby gotówki na kosztowną budowę. A biorąc pod uwagę, że kapitał spółki, która miała wybudować stację to zaledwie 8,7 miliona złotych to taka inwestycja była dla MZK szalenie ryzykowana. W razie niepowodzenia groziłoby bowiem firmie nawet bankructwo. A że niepowodzenia w planowaniu urzędniczych inwestycji są normą to MZK udało się rakiem wycofać z ewentualnego ryzyka. Gminnej stacji nie miał już kto wybudować, bo raz, że nikt na to nie miał pieniędzy, to jeszcze gmina też nie była w stanie zabezpieczyć w żaden sensowny sposób tej inwestycji. Pomysł upadł, choć nikt w urzędzie się tym nie chwalił.

W tak zwanym międzyczasie władze Nysy prześcigały się kuriozalnych pomysłach. Nagle pojawił się temat Łabęd, które, nie wiedzieć czemu, miałyby akurat w centrum Nysy coś spawać. Później wrócił temat produkcji samochodów (w tamtym okresie tylko naiwniacy i przekupni dziennikarze mogli w to uwierzyć). Nysa miała produkować pojazd elektryczny. Wyobrażacie sobie Państwo to kuriozum? Gminy nie stać na postawienie stacji za 4 miliony, a miałoby ją stać na produkcję samochodu elektrycznego? To żałosne. Ale byli tacy co w te brednie wierzyli i murem stali za burmistrzem. Dodajmy, że byli to najczęściej ludzie, którzy po wygranej Kolbiarza znaleźli zatrudnienie w urzędzie, albo dostawali pieniądze od urzędu na promocję miasta, więc pisali na swoich portalach te wszystkie wymysły wprowadzając świadomie w błąd opinię publiczną.

Radzikowice

W czasie tego festiwalu kłamstw opozycja zaczęła coraz bardziej pytać burmistrza o doprowadzenie mediów do Radzikowic, gdzie miała powstać specjalna strefa ekonomiczna. Burmistrz Kolbiarz po raz kolejny okazał się niekompetentny w sprawach biznesowych, bo strefą w Radzikowicach nie był zainteresowany, mało tego, cały projekt nazwał hambugiem. Uznał, że w polu kukurydzy nie powstanie żadna fabryka, że tylko na FSD coś może być produkowane. Taka polityka była zgubna, bo okazało się, że to właśnie tam, w tym polu kukurydzy przedsiębiorcy chcą stawiać fabryki. Pierwsza była nyska firma działająca w branży przesyłek kurierskich, która tak bardzo się rozrosła, że natychmiast potrzebowała miejsca pod nową halę. Ale miejsca nie było. Na FSD halę właśnie opuściła w niesławie firma ze Śląska, której przez dziurawy dach woda zalała maszyny. Inne hale nie nadawały się do działalności, w której inwestor działał (wyobrażacie sobie państwo sortownię kartonowych przesyłek w hali z dziurawym dachem?). W efekcie okazało się, że gmina kupiła tereny pod przemysł za 22 miliony, z rzekomo gotowymi halami, w których nie da się normalnie prowadzić dużej działalności przemysłowej. Władza proponowała wówczas firmie z Nysy lokalizację gdzieś pomiędzy polami uprawnymi, gdzie nawet nie było drogi dojazdowej dla ciężarówek. A przecież to firma zajmująca się paczkami. Jak mieli te paczki dystrybuować z miejsca, gdzie jest tylko gruntowna, pełna dziur i wybojów droga? Tego nie wiedział nikt. W efekcie firma z Nysy, nie mając dla siebie miejsca, częściowo wyprowadziła działalność poza miasto. Dziś mają swoje miejsce na Nowowiejskiej, a na FSD nadal nic się nie dzieje.

Sprawa tej firmy jest o tyle ciekawa, że jej właściciel odniósł wielki sukces i zarobił poważne pieniądze. Ów biznesmen chciał docelowo postawić halę właśnie w Radzikowicach. Ale urzędnicy tego nie chcieli marudząc, że ta firma jest za mała na strefę ekonomiczną. Jedna z urzędniczek pisała na facebooku, że Radzikowice powinny znaleźć się w rękach dużego inwestora, a nie małego przedsiębiorcy z Nysy. O dziwo, po tych wpisach, pojawiła się w Radzikowicach belgijska firma produkująca baterie. A urzędniczka, która przekonywała, że Radzikowice trzeba oddać dużej korporacji właśnie tam znalazła zatrudnienie - w fabryce baterii.

Tymczasem mały przedsiębiorca z Nysy stał się milionerem zatrudniającym wielu ludzi i to w lepszych warunkach niż branża chemiczna.

Radzikowice, które miały być wg burmistrza Kolbiarza hambugiem okazały się świetnym miejscem pod przemysł. W tym okresie jasne stało się, że burmistrz Nysy nie ma zielonego pojęcia o inwestycjach, a swoje wizje opiera tylko na własnych, jak się okazuje niewłaściwych przekonaniach.

Galeria handlowa

W czasie gdy gmina kupowała FSD, na ul. Kolejowej trwała presja na przekształcenie terenu działki po zajezdni MZK. Pierwotnie teren był przeznaczony pod budowę hotelu. Działka została sprzedana przez gminę za 400 tys. złotych na taki właśnie cel. Burmistrz Kolbiarz zmienił plan zagospodarowania specjalnie dla nowego właściciela tak aby mógł tam wybudować galerię handlową. O szczegółach tego przedsięwzięcia pisałem już wcześniej. Działka po zmianie planu zagospodarowania zyskała na wartości, ale gmina kompletnie nic z tego nie miała. Powstała galeria w centrum miasta. Tymczasem na działce kupionej przez gminę nie powstało nic nowego, choć teren świetnie nadawałby się właśnie na centrum handlowe lub galerię. Handel ożywiłby ten teren. Niestety burmistrz zgadzając się na powstanie galerii na ul. Kolejowej wpłynął na obniżenie wartości działki gminnej na FSD. Stale przekonywał, że tam, za rzeką powstanie przemysł a nie handel! I tutaj, jak się dziś okazuje, burmistrz wprowadzał w błąd mieszkańców.

Wczoraj rozpoczęła się bowiem rozbiórka hal po FSD przy ul. Kadłubka. Powstanie tam supermarket. Czyli coś, czego przecież Kordian Kolbiarz nie chciał.

Cała sytuacja z FSD pokazuje, że władze w Nysie kompletnie nie potrafią planować rozwoju miasta. Decyzje podejmują tu i teraz, nie zastanawiając się nad konsekwencjami. W efekcie mieszkańcy Nysy tracą pieniądze. Za samo wynajęcie ul. Wolności inwestorowi, który stawiał galerię Nysa straciła dwa miliony złotych. Przynajmniej o 5 milionów przepłacono za FSD, które nie było warte takich pieniędzy za jakie działkę zakupiono. Nie potrafiono przez wiele lat ożywić tego terenu, upierano się nad XIX wiecznymi koncepcjami budowy przemysłu ciężkiego w centrum.

Nysa straciła mnóstwo czasu, pieniędzy i kapitału ludzkiego, który nie miał zamiaru czekać na realizację świetlistych, choć kompletnie nierealnych koncepcji burmistrza i jego otoczenia.

Jak Państwo widzicie jeden poważny błąd przy FSD spowodował w Nysie całą falę nieprzemyślanych decyzji, kuriozalnych, nigdy nie zrealizowanych obietnic, które wpłynęły na wiele negatywnych zjawisk w Nysie, takich jak masowa emigracja i starzenie się mieszkańców.

PS. w czerwcu 2022 FSD to nadal ogrodzone getto, które nie zostało ożywione i oddane mieszkańcom... Od strony Słowiańskiej walący się mur wygląda jak jakieś miejsce odosobnienia dla więźniów politycznych. Szkoda.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

RIO ostrzega burmistrza Nysy, za dużo długów

Za urzednicze głupoty zawsze płaci podatnik