Cięcia w komunikacji miejskiej. Burmistrzowi zabrakło pieniędzy na autobusy
Na stronie MZK* pojawiła się informacja o radykalnym ograniczeniu komunikacji miejskiej na linii nr 1. Obciętych została połowa kursów. Na portalach społecznościowych mieszkańcy Regulic protestują. Piszą, że zabrano im możliwość dojazdu do szkół i pracy. Za cięciami stoją nyskie władze na czele z burmistrzem, które wyraziły zgodę na te cięcia.
Przypominam, że o takim scenariuszu jak drastyczne ograniczanie usług miejskich ostrzegałem już pół roku temu. Miasto jest zadłużone, a, jak wiadomo, wszelkiej maści urzędnicy zawsze szukają oszczędności nie we własnych urzędach, lecz u obywateli. Prościej jest uciąć połowę rozkładu na linii 1 niż zmniejszyć koszty funkcjonowania przerośniętego pod względem zatrudnienia urzędu miejskiego.
Inną sprawą jest drastyczny wzrost cen paliw wywołany polityką Orlenu, który, wykorzystując wojnę na Ukrainie, podniósł marże za wytwarzane paliwa o 400%. Taka działalność prezesa Obajtka i innych zarządców Orlenu powoduje wzrost kosztów działalności firm przewozowych. Stąd też wysokie ceny w sklepach. Skoro paliwo poszło w górę, to i koszty transportu wzrosły, a te koszty są przerzucane zawsze na konsumenta. Wysokie zyski Orlenu = wysokie koszty transportu = wysokie ceny w sklepach.
Cierpią też miejscy przewoźnicy. MZK ma przecież większość floty opartej na autobusach z silnikami spalinowymi. Władze miasta, które w okresie prosperity zadłużyły Nysę na ponad 200 milionów teraz muszą spłacać wysokie kredyty. Nie ma więc pieniędzy na paliwo dla MZK. W skrócie: miasto się zadłużyło, nie ma żadnej poduszki finansowej, więc postanowiono uciąć kursy.
Kto rządzi komunikacją w Nysie?
Większość mieszkańców myśli, że komunikacją zarządza MZK Nysa. To nieprawda. MZK jest tylko spółką prawa handlowego, która zawarła umowę z miastem na obsługiwanie komunikacji miejskiej. Miasto jest zarządcą komunikacji, a MZK tylko operatorem. To oznacza, że to burmistrz decyduje czy na danej linii autobusowej jest więcej czy mniej kursów. Zatem za cięcia w komunikacji odpowiada bezpośrednio burmistrz Nysy. Inna sprawa, że miejską kasę trzyma skarbnik miasta, więc i on mógł uznać, że można przyoszczędzić "na autobusach", a zatem i mieszkańcach. Nieoficjalnie wiem, że w temat masowych cięć w komunikacji, z której rzekomo nikt nie korzysta, włączyła się najszybciej awansująca osoba w urzędzie, czyli Pani Ślimak. Doszły do mnie też słuchy, że miasto będzie jeszcze bardziej ciąć komunikację. Jest to kompletnie kuriozalna polityka biorąc pod uwagę choćby gigantyczne korki w mieście jak i tendencję do rozwoju komunikacji miejskiej w innych miastach. A jak się weźmie pod uwagę sukces linii elektrycznej, którą przemieszcza się bardzo dużo ludzi to argument o tym, że "nikt nie jeździ" można włożyć między bajki. Ludzie chcą komunikacji. Linia elektryczna potwierdza tylko tezę, że w Nysie prawdziwym sukcesem byłaby komunikacja bezpłatna.
Niestety w nyskich urzędach nikt nie potrafi myśleć na dystansie dłuższym niż rok budżetowy, więc można spodziewać się jeszcze większej ilości kuriozalnych decyzji, za które oczywiście zapłaci nyski podatnik.
Tymczasem w urzędzie nadal nikt nie wyciąga konsekwencji z tego co się dzieje i zatrudnienie rośnie. Na stronie w BIP urzędu nowe miejsca pracy. Koszty urzędu rosną, podatnik wytrzyma.
*) http://www.mzk.nysa.pl/informacje.php?info=252
Komentarze
Prześlij komentarz