Niekompetencja urzędnika i kolejne 4,5 miliona zmarnowane
Burmistrz Nysy, po wygranych wyborach, przewietrzył urząd wprowadzając w jego progi nowych urzędników. Zostało oczywiście sporo starej gwardii, ale bezspornym faktem jest, że przy Kolejowej pojawiło się sporo znajomych burmistrza z urzędu pracy (niezwykle ważna instytucja, która nie wiadomo co robi), ale też nazwiska, które jednoznacznie kojarzą się albo z radnymi, albo z byłymi politykami. Są też ex-dziewczyny radnych, a nawet żony znanych nyskich person. Jednym słowem: raczej kolesiostwo, choć zdarzają się też po prostu nepotyzmy.
I pewnie nie byłoby w tym problemu gdyby:
a) Kordian Kolbiarz prowadziłby taką politykę we własnej, prywatnej firmie, a nie publicznym urzędzie, utrzymywanym - rzecz jasna - z kasy mieszkańców,
b) urzędnicy, których przyjmuje burmistrz mieli jakiekolwiek kompetencje (a nie, że w każdym konkursie urzędniczym wymogiem jest ukończona administracja, która nie gwarantuje żadnych kompetencji, bo to studia, które może skończyć nawet małpa na sznurku).
I niestety tych kompetencji w urzędzie brakuje. O braku kompetencji w nyskim urzędzie na konkretnym przykładzie pisałem już wcześniej, ale dopiero to co się stało w ostatnim czasie pokazuje do jakiego niekompetencyjnego szamba, jako mieszkańcy, trafiliśmy w wyniku polityki kadrowej burmistrza.
Ale do rzeczy. Dwa lata temu urząd, burmistrz i organ propagandowy "TAK" (taka gazetka kreująca alternatywną rzeczywistość) skakały z radości pokazując odremontowaną Wrocławską, Celną i fragment Rynku. Do tego chwalono się dwoma elektrycznymi autobusami i tablicami informacyjnymi (które, tak nawiasem mówiąc, ciągle się psują). Projekt pochłonął grube miliony (jak na nyskie warunki), ale dużą część pieniędzy pozyskano z Unii Europejskiej, więc władze chwaliły się dodatkowo jak to potrafią sprawnie "załatwić" kasę. "Sprawnie" to słowo klucz. Bo po dwóch latach i kontrolach przeprowadzonych w urzędzie wyszło na jaw, że za tą "sprawnością" kryje się po prostu niekompetencja.
Jak piszą dziennikarze Nowin - gmina musi zwrócić 3,5 miliona złotych z dofinansowania i jeszcze dostała milion kary. Za co?
Otóż każdy unijny przetarg oznacza, że mamy do czynienia z kwotami, które są na tyle wysokie, że o takim przetargu należy powiadomić całą wspólnotę europejską za pośrednictwem Dziennika Urzędowego Unii Europejskiej. Procedura jest prosta, wystarczy dane dotyczące przetargu wpisać w elektroniczny formularz. I tyle.
Urzędnicy Kordiana Kolbiarza o tym zapomnieli i to pomimo tego, że w urzędzie funkcjonuje osobny dział zajmujący się tylko zamówieniami publicznymi. Gmina musi teraz oddać ponad 4,5 miliona złotych. Z tego co wiem, już oddano milion złotych z tytułu kary.
Jak myślisz szanowny czytelniku, ilu urzędników poniosło konsekwencje dyscyplinarne za te skrajne zaniedbania i stratę na poziomie 4,5 miliona złotych?
Tak - masz rację. Nikt za nic nie odpowiedział. Tak jakby się nic nie stało. W końcu tej kary nie musi płacić Kolbiarz, Bobak, Ślimak, Rymarz, Lisoń czy naczelnik wydziału zamówień publicznych. Tę karę zapłacisz TY - podatnik miasta Nysy. A zatem nic się nie stało, możemy dalej uprawiać urzędnicze druciarstwo.
Zresztą taka procedura druciarstwa jest na każdym szczeblu władzy. Rząd też wybudował i zburzył za 1,5 miliarda złotych Ostrołękę. Więc co szkodzi naszym lokalnym tuzom przewalić takie drobne jak 4,5 miliona?
Komentarze
Prześlij komentarz