Gmina niedobra do życia

Polska Agencja Prasowa stworzyła ranking, w którym sklasyfikowała gminy w Polsce. Ranking został oparty o różne wskaźniki, wg których ustalano, w której gminie żyje się najlepiej. Wskaźnikami, które decydowały o jakości życia były między innymi zanieczyszczenie środowiska, demografia, rozwój ekonomiczny i społeczny oraz dochody mieszkańców.

Nysa na szarym końcu

Spośród wszystkich klasyfikowanych gmin, które mają jednocześnie siedzibę powiatu Nysa znalazła się na 84 miejscu. To oznacza, że w województwie opolskim Nysa znajduje się na przedostatnim miejscu. Wyprzedziliśmy tylko Brzeg. Z klei nas wyprzedziły takie miasta jak Krapkowice, Strzelce Opolskie, Głubczyce, Kędzierzyn, Olesno, Namysłów, Kluczbork a nawet Prudnik. Miasta dużo mniejsze od Nysy, z mniejszymi budżetami okazały się bardziej przyjazne do życia dla mieszkańców niż Śląski Rzym. Nie ma w tym żadnego przypadku.

Jak informowałem w poprzednim wpisie, ostatnie siedem lat rządów Kordiana Kolbiarza to pasmo "sukcesów", które w rzeczywistości są kulą u nogi dla mieszkańca. Większość inwestycji, które obecna władza poczyniła, w dłuższej perspektywie nie przyniosą miastu i mieszkańcom żadnych korzyści. Hale, baseny czy dworce nigdy na siebie nie zarobią i z ich działalności nie da się spłacić zadłużenia, które zaczyna rosnąć lawinowo. Za to przyczynią się (i już przyczyniają) do wzrostu w kosztach życia w mieście.

Śmieci nas zniszczą

Nawet tak prozaiczne rzeczy jak gospodarka odpadami w Nysie jest brzytwą, która zarzyna mieszkańców. Nysanie, przed wieloma laty, gdy jeszcze Kordian Kolbiarz był mieszkańcem Kluczborka, zainwestowali pieniądze we własne wysypisko śmieci w Domaszkowicach. Cel był prosty. Organizujemy duże wysypisko, sortownię, śmieci ściągamy z sąsiednich gmin i powiatów - te samorządy nam za to płacą - dzięki czemu jesteśmy w stanie utrzymywać niskie koszty na własnym terenie. Krótko pisząc: dzięki sprowadzaniu śmieci z sąsiednich samorządów mieszkańcy Nysy mieli za śmieci płacić dużo mniej. Inwestycja w Domaszkowice miała się realnie zwrócić do kieszeni każdego Nysanina.

Niestety władze Nysy i to zepsuły. Gdy Kordian Kolbiarz przejmował władzę w Nysie za śmieci płaciliśmy 8 złotych miesięcznie. Burmistrz wielokrotnie podnosił opłaty. W 2019 roku ceny wzrosły do 15 złotych. Władze obiecały wówczas, że to ostatnia podwyżka w bieżącej kadencji. Nie była to prawda. W 2021 cena wzrosła do 22 złotych. A w przyszłym roku ma wynosić 32 złote za miesiąc od osoby. Trzyosobowa rodzina będzie płacić rocznie 1152 złote za to, że spółka, której utworzenie mieszkańcy sami opłacili, łaskawie odbierze śmieci i jeszcze na nich zarobi (śmieci można przesortować i sprzedać np. jako paliwo do spalenia w spalarni przy elektrociepłowniach).

Przy obecnej opcji politycznej, która jest nastawiona na maksymalizację zysków budżetowych kosztem kieszeni mieszkańca, sens budowania własnej spółki zajmującej się śmieciami całkowicie stracił na znaczeniu. Są bowiem miasta, które mają tańsze usługi śmieciowe, choć nie posiadają własnej spółki. Taką gminą jest np. Paczków. A od nowego roku praktycznie każdy będzie płacił mniej niż Nysanin, który ma pod nosem wysypisko.

Czarna przyszłość

Biorąc pod uwagę te okoliczności, spadającą liczbę mieszkańców, coraz wyższe koszty życia w Nysie, obniżaniu jakości usług miejskich czy skrajnie niskie zarobki w porównaniu do pobliskiego Opola można założyć tylko najczarniejszy scenariusz: Nysa nadal będzie się wyludniać i tym razem nie będzie to wina czynników zewnętrznych (np. strukturalnego bezrobocia), lecz nieprzyjaznego działania władz miasta.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Fabryczna epopeja, czyli jak Kordian przemysł na FSD budował

Kordianowi "pykło"

Chaos urzędniczo-etatystyczny