Mała rocznica. To już 6 lat tymczasowego targu "bułgarskiego" w Nysie

W pierwszym roku swoich rządów Kordian Kolbiarz miał nie lada orzech do zgryzienia. Z jednej strony obietnica dana wyborcom, że na stadionie miejskim powstanie coś w rodzaju centrum sportowego z siłowniami pod chmurką i innymi tego typu rewelacjami dla rodzin; z drugiej strony narastający spór o targ „bułgarski”. A spór był co najmniej dziwny. Z jednej strony tzw. nyscy kupcy nie chcieli Bułgarów w Nysie, bo rzekomo odbierali miejscowym źródło zarobku, z drugiej strony chcieli aby „bułgarski” targ przenieść z Racławickiej na stadion miejski i tym samym stworzyć potworka, nowy stadion X-lecia, ale w Nysie, a nie w Warszawie i to w dodatku w bezpośrednim sąsiedztwie konającego targowiska miejskiego.

Z urzędnikami wszystko na piśmie

W tle była też sprawa przedsiębiorcy, który miał dołożyć się do inwestycji publicznej (budowa ronda przy Racławickiej i Asnyka) a w zamian mieć możliwość dalszego organizowania handlu starociami na własnej działce. Zdaniem dziennikarzy Nowin Nyskich ów przedsiębiorca miał się dogadać z burmistrzem w tej sprawie. Niestety dogadywanie się w jakiejkolwiek sprawie z urzędnikami bez pisemnej umowy z paragrafami zabezpieczającymi inwestycję w postaci kar umownych musiało skończyć się dla tego przedsiębiorcy jednym. Wystawieniem go do wiatru. Przedsiębiorca grzmiał na komisji finansów, że tą jedną decyzją burmistrza o przeniesieniu targowiska stracił 500 tys. zł. (Źródło: Nowiny Nyskie, 2.08.2015)

Burmistrz na sierpniowej sesji rady miejskiej zaproponował to co chciała większość zgromadzonego tłumu – czyli przeniesienia targowiska na stadion przy jednoczesnej podwyżce za opłatę targową na ul. Racławickiej. Był to zły prognostyk. Cała sytuacja pokazała bowiem, że wystarczy zebrać grupkę krzykaczy (w sporej części to nawet nie byli mieszkańcy Nysy!) a sprawa zostanie klepnięta. Płyta boczna została zlikwidowana, bramki usunięte, wysypano kamień i ściągnięto Bułgarów z drugiej strony ulicy. Wszystko kosztem 120 tysięcy złotych, które oczywiście wyłożył nyski podatnik. I oczywiście w międzyczasie powstało nawet stanowisko „menadżera targowiska”, które piastował jakiś, zapomniany już „działacz” z kręgu nyskiej władzy, ale zdaje się, że chyba było to mało intratne zajęcie, bo ów człowiek zniknął w tajemniczych okolicznościach z piastowanego przez siebie stanowiska, zaraz po tym jak opublikował selfie z kibla. Taka to była menadżerska elita.

Targ w błocie

Oczywiście targ otworzono nie chwaląc się zbytnio tym wyczynem. Nic w tym dziwnego. Mimo tego, że targowisko posiadało „menadżera”, obstawę Straży Miejskiej i poborców opłat targowych to nie było odpowiednio przygotowane. Zimowo-jesienna aura, opady deszczu i źle przygotowany grunt sprawiły, że ludzie, którzy przyszli na zakupy byli zmuszeni do poruszania się w kałużach. Handlarze byli niezadowoleni z małych jeziorek, które potworzyły się pomiędzy straganami i busami z tanią odzieżą, ale miłość do handlu zwyciężyła. W końcu i tak przyszła wiosna, a później lato, grunt wysechł i nikt już nie pamiętał o uwłaczających warunkach w jakich ludzie przymierzali gacie, kupowali podrobione perfumy czy nielegalnie wyprodukowane w głębokiej, tureckiej prowincji koszulki z rzekomo oryginalnymi symbolami. Nowy stadion X-lecia z Bułgarami, podróbami, kieszonkowcami i wszechobecną tandetą stał się głównym celem sobotnich wypraw dla wielu rodzin z całego Śląska.

Tymczasowo czyli na stałe

Nie od dziś wiadomo, że prowizorki są najtrwalsze. Koncepcja (choć to bardzo mocne słowo jak na zwykłe wpuszczenie Bułgarów na stadion) burmistrza miała być tymczasowa. Bułgarzy mieli docelowo trafić na normalne targowisko miejskie, ale oczywiście nie pasowało im to, że na miejskim targu nie da się wjechać z całym majdanem, rozstawić byle gdzie busów i zostawić po sobie kilogramów śmieci. Więc tymczasowo są już grubo ponad pięć lat na stadionie, a za chwilę będzie trzeba szykować tort, bo tej wybitnej inwestycji burmistrza za 120 tysięcy złotych, za chwilę stuknie szóstka. Do dziesięciu brakuje już tylko czterech lat, więc za cztery lata będziemy mogli z dumą powiedzieć, że mamy w Nysie namiastkę Warszawy. Stadion X-lecia. Ze wszystkimi jego cudacznymi i nie przystającymi do epoki wynaturzeniami jak chociażby handel podróbami.

Nowe plany

Najnowsza koncepcja burmistrza i jego doradców jest taka aby stadion całkowicie zlikwidować. W końcu – jak przekonują – jest niepotrzebny, nikt z niego nie korzysta, a tak w ogóle to w ciągu ostatnich lat zamienił się w istną ruinę. I trzeba uczciwie przyznać, że połowa tego twierdzenia to prawda. Stadion miejski w Nysie jest ruiną. Przez ostatnie sześć lat nie zrobiono kompletnie nic aby tą ruiną nie był. Więc jeśli pan burmistrz mówi, że stadion jest zniszczony i dlatego trzeba teren sprzedać deweloperowi (albo samodzielnie wybudować tam mieszkania) to trzeba panu burmistrzowi przypomnieć, że to on, we własnej osobie, za ten stan zniszczenia odpowiada. Nadzór nad stadionem sprawuje ponoć spółka miejska, z fatalnym skutkiem. Nad spółka nadzór sprawuje burmistrz (również z mizernym skutkiem). Jeśli spółka sobie nie radzi z administrowaniem stadionem (a akurat ta konkretna spółka z niczym sobie nie radzi – co widać w corocznych sprawozdaniach finansowych) to może warto byłoby w końcu przyznać się do błędu i przerwać tę stadionową degrengoladę. Tymczasem nowa koncepcja budowy „apartamentowców” na stadionie jest forsowana na siłę, wbrew faktom i logice. Ludzie z otoczenia burmistrza przekonują, że na stadionie nic się nie dzieje. Jest to oczywista nieprawda, co stale udowadnia dziennikarz sportowy Nowin Nyskich ciągle publikując wydarzenia sportowe ze stadionu. A na stadionie regularnie mecze rozgrywa Podzamcze Nysa, trenowała Polonia, choć, nieoficjalnie wiadomo, że musiała obiekt opuścić, bo psuła się cała retoryka urzędu. Na stadionie praktycznie codziennie odbywają się zajęcia WF-u uczniów pobliskich Carolinum i Mechanika. AZS organizuje raz na jakiś czas swoje zawody, przed pandemią odbywały się tam regularnie lekkoatletyczne czwartki dla dzieci i młodzieży. Są tam szkółki piłkarskie, w tym, niedawno otworzona szkółka Podzamcza. Swoje mecze grają tam także zawodnicy rugby i futbolu australijskiego. Przed pandemią burmistrz organizował tam regularnie Dni Nysy. Krótko pisząc – dzieje się i to sporo jak na tak zaniedbany i niedofinansowany obiekt. Mimo tych oczywistych faktów narracja o bezużytecznym stadionie jest nadal podsycana. Zakrzywiana jest rzeczywistość, wmawia się mieszkańcom, że gmina akurat tam musi budować blokowisko. I to mimo że ma całą masę innych terenów, które można zabudować (np. teren po FSD). Właściwie to nie bardzo wiadomo dlaczego burmistrz tak bardzo uparł się na likwidację tego obiektu. Czy mu ktoś tak głupio doradza, czy sam postanowił postawić na swoim? Nie wiem. Jedyny stadion z bieżnią i jako-taką infrastrukturą lekkoatletyczną w Nysie ktoś tam postanowił po prostu zlikwidować. Bo wcale nie zdziwiłbym się gdyby to nie sam burmistrz stał za tą „koncepcją”.

I co dalej?


Nie wiadomo. Poważnie. W tym mieście nikt nie planuje niczego dalej niż na rok budżetowy. Jak brakuje kasy to się podnosi podatki (opłaty). Jak coś skapnie, albo trafi się jakieś dofinansowanie, to się wszystko drutuje byle by było, byleby się nikt w czasie kontroli nie przyczepił. I los stadionu wygląda tak samo. Jak skarbnikowi braknie kasy to ktoś powróci do koncepcji „likwidacji stadionu” czyli jego sprzedaży. Jak kasa będzie, a nikt nie będzie się czepiał Bułgarów i ich targowiska, to wszystko będzie po staremu. A jak jakimś cudem spłynie na miasto deszcz złota to niewykluczone, że burmistrz zmieni narrację, tak jak miało to miejsce z radzikowicką strefą, i nagle okaże się, że stadion nie jest już niepotrzebny. Losy Radzikowic też nie były takie oczywiste, sam burmistrz nie wierzył w powodzenie strefy inwestując wszystko w FSD. A jednak narrację zmienił. Tutaj może być podobnie. Być może potrzeba byłaby interwencja mieszkańców na sesji? Tak jak miało to miejsce w 2015 roku gdy ważyły się losy „bułgarskiego targowiska”? Zwolennikiem takich buraczanych metod nie jestem i tych krzykaczy-handlarzy, którzy żądali zniszczenia stadionu kazałabym usunąć z sali obrad (tak postulował zresztą radny Czepiel), ale skoro do burmistrza trafiają tylko argumenty motłochu? Skoro słucha dużych, rozdartych grup, to może właśnie tak trzeba załatwiać sprawy ważne dla mieszkańców?

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Fabryczna epopeja, czyli jak Kordian przemysł na FSD budował

RIO ostrzega burmistrza Nysy, za dużo długów

Za urzednicze głupoty zawsze płaci podatnik