Paraliż i niekompetencja Starostwa w Nysie
Od poniedziałku do środy firma, która remontowała Aleję Wojska Polskiego, zamknęła w godzinach szczytu kluczowe skrzyżowanie na ulicy Torowej. Jak można było się spodziewać tak nieodpowiedzialne działanie ze strony wykonawcy jak i inwestora (Starostwa Powiatowego) skończyło się kompletnym paraliżem miasta. Między godziną 14 a 18 miasto zostało całkowicie zablokowane co stwarzało nie tylko utrudnienia w ruchu, ale także poważne zagrożenie dla zdrowia i życia mieszkańców.
Powiat zarządza beznadziejnie
Powiat Nyski słynie z fatalnego zarządzania ruchem drogowym. Organizacje ruchu szykowane przez urzędników ze starostwa w Nysie są przykładem na to jak ich nie robić. Żeby nie być gołosłownym podam konkretne przykłady. W Goświnowicach starostwo wybudowało rondo, które miało poprawić bezpieczeństwo przy pętli autobusowej. Skończyło się fatalnie, bo rondo, które starostwo wybudowało, jest za małe dla autobusów i ciężarówek. Autobus miejski, który zabiera mieszkańców Goświnowic z przystanku przy pętli nie może objechać ronda, bo się na nim nie zmieści. Kierowcy łamią przepisy i przejeżdżają to rondo przez środek, tak jakby go tam w ogóle nie było. I nie ma się im co dziwić czy ich szkalować za takie zachowanie. Po prostu nie da się fizycznie wyjechać z pętli w stronę Nysy bez złamania przepisów.
Już po tym jak rondo powstało MZK robiło testy czy w ogóle da się to rondo pokonać. Nie dało się. Mało tego, tak fatalnie urzędnicy ze starostwa ustawili oznakowanie, że nawet wjazd na pętlę od strony Nysy był niemożliwy, bo tył autobusu "zachodził" na wystający znak. Co zrobiło starostwo z tak beznadziejnie wydanymi pieniędzmi na niespełniające norm rondo? Przyjechali ze szlifierką kątową i wycięli znaki. Teraz autobus wjedzie na pętlę od strony Nysy, ale nadal nie może z niej wyjechać, bo jednak rondo nadal jest za małe na pojazdy większe niż 3,5 tony. Temat został zapomniany, a kierowcy autobusów od dwóch lat są zmuszeni łamać przepisy. Starostwo ma to w nosie.
Kolejne nieporozumienie ze strony starostwa to remont w Radzikowicach. Tam też ucierpiała pętla autobusowa. I znowu to samo. Ten sam urząd (starostwo), ten sam urzędnik od dróg, ten sam projekt organizacji ruchu, te same problemy. Tak niefortunnie zaprojektowano nową pętlę, że największy autobus nie jest w stanie, po pokonaniu pętli, ustawić się blisko krawężnika przy przystanku. Po prostu objechanie tego ronda powoduje, że autobus wjeżdża na przystanek krzywo, pod pewnym kątem. Tego nie da się naprawić i choćby kierowca się tam gimnastykował to i tak za pierwszym razem poprawnie nie ustawi autobusu. Teoretycznie mógłby lepiej ustawić pojazd, ale trzeba byłoby cofać, a to raz, że jest niedozwolone przez przepisy, a dwa - zwyczajnie niebezpieczne. Więc pasażerowie wchodzą do autobusu, który stoi pół metra od wysokiego krawężnika. Jak taki projekt organizacji ruchu można było zatwierdzić do realizacji? I to po kompromitacji z Goświnowicami? Tego zwyczajnie nie rozumiem. A przecież i w Goświnowicach i w Radzikowicach było miejsce na to aby zrobić normalne, duże ronda.
Zamknąć wszystko i mieć ludzi w d...
To co Starostwo Powiatowe wymyśliło przed wakacjami też było jednym wielkim chaosem. Z dnia na dzień, bez informowania kogokolwiek, zamknięto Al. Wojska Polskiego. Ludzie czekający na autobus nie dojechali do pracy, bo wykonawca zamknął sobie drogę, za zgodą starostwa. Rzecz w tym, że ani starostwo, ani wykonawca nie poinformowali o tym, że zamykają drogę. Po prostu autobusy i mieszkańcy nie wjechali na Aleję. Organizacja ruchu w czasie remontu była jednym wielkim sabotażem wymierzonym w kierowców, mieszkańców i ludzi korzystających z komunikacji miejskiej. Na czas remontu powiat nie wyznaczył tymczasowych przystanków. Po prostu starostwo w Nysie miało w nosie mieszkańców Alei. To, że autobusy jeździły na Brodzińskiego to akurat klasyczna partyzantka w wykonaniu urzędników. Gdy okazało się, że mieszkańcy zostali bez komunikacji publicznej zaczęto tworzyć tymczasową organizację ruchu na czas remontu. Ustalono przystanki na Franciszkańskiej i Brodzińskiego. Ale zrobiono to już po rozpoczęciu remontu! Czyli starostwo w ogóle nie zagwarantowało ludziom komunikacji miejskiej. Po prostu wyrzucono autobusy z tej części miasta, a mieszkańcy mieli sobie sami radzić. Dzieciaki jeżdżące do szkół musiały z pętli autobusowej na Alei chodzić na Podzamcze. Innego wyjścia nie było. Dopiero MZK Nysa, we własnym zakresie, za własne pieniądze ratowało sytuację ustawiając znaki na Brodzińskiego. Pytanie brzmi dlaczego starostwo po raz kolejny okazało się skrajnie niekompetentne w tej kwestii?
Torowa i paraliż, policji w Nysie jak zwykle brak
W ubiegły poniedziałek starostwo zezwoliło wykonawcy remontu na kolejną rzecz, która uderzyła w mieszkańców. Zezwolono na to aby przez trzy dni w tygodniu wykonawca, w godzinach szczytu, zamknął skrzyżowanie na ul. Torowej. To spowodowało gigantyczny paraliż w mieście. Przejechanie odcinka Piłsudskiego - Grodkowska zajmowało ponad 1,5 godziny! Auta potrafiły stać w korku, bez żadnego ruchu, nawet 30-45 minut. W tym czasie nikt nie kierował ruchem, nie było żadnych znaków sugerujących objazd zakorkowanej Grodkowskiej, nie było żadnej organizacji ruchu, która zapewniłaby w miarę płynne poruszanie się po mieście. Znowu tylko MZK rzuciło propozycję w swoich mediach aby każdy kto jedzie w stronę Opola czy Wrocławia kierował się na obwodnicę i jechał przez Wyszków*, a nie przez zakorkowany most Bema. Tylko dlaczego zarządcy mieli w głębokim poważaniu mieszkańców i postanowili jak zwykle nic nie robić? Korek był tak paraliżujący, że blokowały się nawet boczne uliczki dojazdowe do głównych arterii miejskich. Ulica Drzymały była zablokowana w obu kierunkach, tak, że nawet służby ratunkowe nie zdołałyby dotrzeć na tę ulicę gdyby była taka potrzeba. To było jawne zagrożenie dla zdrowia i życia mieszkańców.
Do tego dochodzi nyska policja, która jak zwykle nie panuje nad sytuacją w mieście. Most na ul. Bema jest przejezdny tylko dla pojazdów do 20 ton. A mimo to ciężarówki z załadowanym towarem jeżdżą tamtędy codziennie. Policja o tym wie i nic z tym nie robi. Czesi, Bułgarzy, Rumuni, a nawet ciężarówka z Estonii jeżdżą przez ten most nie robiąc sobie nic z ograniczeń. Po co zatem jest ten znak? Dlaczego policja nie reaguje na te notoryczne wykroczenia? Policja w Nysie niestety istnieje tylko teoretycznie. Jej działania ograniczają się tylko do prasowej propagandy. Potrafią wyciągnąć drona i karać mandatami kierowców, którzy na jakimś kompletnym zadupiu nie zatrzymają się na "stopie". Za to w mieście można robić co się chce. Policja nie ma. A przecież most Bema jest w fatalnym stanie technicznym. Dalsze przejeżdżanie przez niego 40 tonowymi zestawami skończy się jeszcze większym paraliżem miasta. Most zostanie zamknięty do remontu i zostanie tylko jedna przeprawa w mieście. Most Kościuszki. Zapory na tamie nie liczę bo i tam starostwo się skompromitowało z kuriozalną organizacją ruchu, która po remoncie tamy jest znacznie gorsza niż przed remontem.
A co Starostwo zrobiło, gdy kierowcy nagłaśniali problem z ul. Kraszewskiego, gdy w sobotę funkcjonował tam targ i piesi stwarzali poważne zagrożenie na drodze? Nic nie zrobili. Piesi łamali przepisy, chodzili jak chcieli, droga się korkowała, nie było przejścia dla pieszych. Przez siedem lat starostwo nie kiwnęło palcem. A gdy targowisko zostało zlikwidowane starostwo postanowiło wykonać przejście dla pieszych... Przecież to jest jawny sabotaż i kpienie sobie z mieszkańców. Na koniec dowiadujemy się z lokalnej prasy, że odpowiedzialny za drogi w Nysie Pan Jagieło, nie wiedział, że targ będzie tam zlikwidowany. Nie wiedział... Takich mamy urzędników w Nysie. Nie wiedzą co się w mieście dzieje. Wszyscy wiedzieli tylko nie urzędnicy. Być może dlatego, że urzędnicy zarządzający tym miastem w ogóle nie są jego mieszkańcami? I to jest problem. Urzędnik mieszkający np. w Łambinowicach ma w nosie to, że zamknie drogę i sparaliżuje miasto. Nie jego problem, w końcu on tu nie mieszka.
Nic dziwnego, że Nysa grzęźnie w korkach i każda "reorganizacja" ruchu powoduje tylko pogorszenie już i tak złego stanu rzeczy.
W Nysie, na chwilę obecną, potrzebny jest nowy most. Na już. Nie hala sportowa, nie Stal Nysa, nie urząd pracy, nie nowe mieszkania socjalne dla ludzi, którzy i tak za te mieszkania nie płacą, nie kolejni urzędnicy, ale MOST. I chyba już czas najwyższy aby starostwo i gmina wzięły się za poważną robotę przy rzeczy, której mieszkańcy naprawdę potrzebują. A nie wieczne zajmowanie się tematami zastępczymi i chwalenie się, że w nysie powstanie jakaś amerykańska jadłodajnia z niskiej jakości żarciem, szumnie nazywana restauracją...
*) http://www.mzk.nysa.pl/informacje.php?info=282
Komentarze
Prześlij komentarz